Rozmowa z ojcem… – skutecznie na frustracje
Od razu już przejdę do rzeczy. Wczoraj rozmawiałam z moim bratem na gadu, a później z tatą przez telefon. W skrócie powiem tylko, że chodzi o to, że tata chce nam opłacić wynajem mieszkania na 2 miesiące. Ponieważ właśnie remontuje u takiego pana dom, w którym jest to mieszkanie. I już trochę na ten temat z tym panem rozmawiał. Trochę mnie to zaskoczyło, ale to jest dobrze pomyślane, bo przez 2 miesiące mąż i ja raczej na pewno znajdziemy pracę. Przyznam, że spodobał mi się ten pomysł, nawet bardzo.. ale wolę się nie nastawiać, bo już wiele razy było tak, że na coś się napalałam, a to się nie spełniało. A ten domek jest na tym samym osiedlu i w ogóle… i mężowi też się spodobało takie rozwiązanie. Trochę mi głupio, że tata wydawał by kasę, ale mówił, że to nie kłopot. On ostatnio dużo pracuje… W swojej pracy i po pracy.
A ja już teraz chciała bym spakować manatki i tam już wrócić. Ale myśl o przeprowadzce mnie szczerze przytłacza. Bo już dobrze wiem co to znaczy. Masakra…….
Wczoraj złość!
Wczoraj kilka razy dopadła mnie złość.. Nerwy miałam, że szok! Najpierw usypiałam Konrada i zabrakło mi mleka, więc musiałam go usypiać bez butelki, ale na szczęście był zmęczony i zasnął. Nie minęło 10min i odezwał się dźwięk domofonu, który wyprowadził mnie z równowagi i to, że po drugiej stronie odezwał się głos ludzi z jehowy. Konrad się obudził i już nie zasnął, strasznie się rozpłakał, nie dał się już położyć. Miałam ochotę coś potłuc, porozbijać..
Później zdenerwowałam się, bo miałam iść z moim mężem. On robił sobie tatuaż i miałam sobie popatrzeć i może wybrać dla siebie jakiegoś małego motylka. Jak przyszłam z zakupów Luki już był w domu i za niedługo miał iść okazało się, że umówił się na 15.15 a ja Konradka miałam zanieść do mamy o 15.30. Próbowałam w ostatniej chwili coś załatwić, ale sieę nie udało. Luki już poszedł sam. I to był jeden wnerw, a zaraz drugi bo mama zadzwoniła o 15.15, że jest już w domu. No ale było już za późno. Byłam zła i smutna.
Mąż zrobił sobie tatuaż naszego synka na piersi. Mówi, że jeszcze zmieni wygląd jak się zagoi, bo na razie jest za ciemny. Ale w sumie ładny.
Ps. czemu ja ostatnio taka nerwowa jestem?
***
Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy
***
Myśli..
Cały czas myślę o tej naszej przeprowadzce. Co mnie tam czeka i w ogóle.. ale przede wszystkim zastanawiam się czy mi tam będzie lepiej? Tylko teraz nie chodzi mi o to jak będę się czuła, bo na pewno będę prze szczęśliwa, że tam wróciłam, tylko chodzi o nasz byt. Będziemy mieszkać z moim ojcem i bratem w małym mieszkaniu i nie ma mowy o wynajęciu mieszkania (na pewno przez kilka miesięcy), a co z pracą? Ja myślę o stażu, bo teraz dostaje się więcej niż kiedyś i jak mój mąż też pójdzie do pracy to kto zostanie z małym. A tak by było najlepiej, bo stać by nas było na więcej i może na to mieszkanie do wynajęcia. Te myśli kłębią się w mojej głowie. Pytanie jest też czy będę miała pomoc przy Konradku? Tu mam mamę, chociaż nie powiem, że jest na każde moje zawołanie, ale pomaga mi. Tam będę mieć brata, siostrę, tatę, koleżanki, ciocię… ale czy oni będą w stanie pomóc, przecież mają też swoje życie, dzieci i obowiązki. Ja zawsze szukam igły w stogu siana.. dosłownie, zawsze wynajduję sobie problemy..
A teraz siedzę w domu sama i znikąd pomocy, nawet przy tej głupiej sałatce do słoików, którą sobie umyśliłam, że zrobię. Prosiłam o pomoc mamę i miała mi pomóc ale skończyło się na tym, że dała mi tylko przepis. A mi nie o to chodziło. Bo wiadomo, że przy rocznym dziecku, które ma mnóstwo energii i wchodzi tam gdzie mu nie wolno, bierze to co mu nie wolno jest pełno zajęcia. Więc mogę zrobić coś, cokolwiek kiedy mały śpi, a śpi ok 1godz a czasem 1,5 godz. To za mało by wszystko zrobić.
Tak by chciała by mąż pracował te 8 godz tylko, chciała bym mieć przyjaciółkę taka od serca, a nawet jakąś dobrą sąsiadkę.. . chciała bym po prostu nie siedzieć sama w domu.