Smarkatych dni ciąg dalszy…

Do kataru doszedł jeszcze ból gardła. Czuję się okropnie. Rozkłada mnie na całego. Niestety muszę czekać na kasę by kupić leki..i na leki od dermatologa, a troszkę kosztują. Może chociaż będą skuteczne.

Wczoraj miała być przerwa w ćwiczeniach, ale kolejne 30 min zrobiłam. I wybrałam się na rower mimo urwanego pedała. A dziś .. chyba też poćwiczę, bo szkoda mi robić przerwę i marnować dzień. Nie czuję się najlepiej, do tego dochodzi jeszcze ból nóg (kolana.. nie wiem czy to stawy i pięty), muszę to rozruszać. Może dopiero na weekend zrobię przerwę, bo mały K będzie w domu. Znowu ciągnie mnie na rower, ale pogoda taka średnia dziś… Jestem dzisiaj jakaś nie zdecydowana.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice |  | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

 

Jak nauczyć samodzielności?

Bajki, bajki, bajeczki…

Mały K.bardzo lubi oglądać bajki w telewizji, czasami mam wrażenie że za bardzo. Oczywiście staramy się żeby nie oglądał ich za dużo, ale ma swoje ulubione animowane opowieści. I tak dzięki niemu, my rodzice, również wracamy do bajek ze swojego dzieciństwa. Bo na szczęście jeszcze, Smerfy, Bolek i Lolek czy Mis Uszatek i Reksio nie straciły na wartości, i spece od telewizji wiedzą o tym…Bajki te nadal bawią i uczą moje dziecko tak jak kiedyś mnie, mojego męża i inne dzieci z „naszych czasów” :)…Co wieczór po kolacji oglądamy dobranockę po której jest czas na czytanie. Później już tylko łóżko i do spania…Gdy przegapimy godzinę 19 i bajkę, jest problem…bo mały „chciał śpiewać Smerfy” :). Można powiedzieć że ta godzina ustawia nam wieczór…przed dobranocka kąpiel „tak żeby zdążyć na Smerfy”.

Z bajek nowszych mały K. uwielbia Cliforda. Ten wielki czerwony pies skradł serce mojego dziecka, tak samo jak małpka George. Chyba ma słabość do bajek o zwierzątkach. 🙂 Wiadomo że najlepsze bajki albo przynajmniej jedne z najlepszych robi Disney. I tak co dzień rano oglądamy Klub Przyjaciół Myszki Miki. Myszka z przyjaciółmi liczy, śpiewa, rozwiązuje zagadki i wciąga do nauki dzieci przed telewizorem. Jej przygody są naprawdę wciągające. Nieraz to nawet ja się zawieszę na tej bajce. Nie wiem jak to się dzieje, ale gdy myszka powie, żeby coś zrobił on to robi :)Mnie nie zawsze tak słucha…:P Swego czasu oglądał też Scooby-Doo, jednak gdy zaczął się wszystkiego bać, pomyślałam że to może właśnie ta animacja jest temu winna. I od tego czasu już nie ma tej bajki w naszym repertuarze. Jednak Mały K. nadal boi się zostać w pokoju sam, chociaż na minutkę mimo że jesteśmy zaraz obok…Zaraz idzie za nami albo woła. Trochę to męczące, nie powiem…Czasami na tapecie jest Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo, Strażak Sam czy Listonosz Pat. Zdarza się, szczególnie rano, gdy chcemy jeszcze chwile pospać, że puścimy bajki a tam Peg i Kot. To bajka dla starszych dzieci, opierająca się na zagadkach matematycznych, a jednak Mały K. ogląda ją z zaciekawieniem…Mnie ona trochę denerwuje, szczególnie tekst Peg „no to teraz mamy naprawdę ogromny problem”, mówiona tonem przerażonym i zatrważającym.

Jednym z głównych problemów jaki widzę po oglądaniu bajek, to przenoszenie z nich tekstów do codziennego życia, takie jakby pyskowanie…Już nie mówiąc że chciałby każdy posiłek jeść przy bajce, robić kupkę przy bajce…aaa szkoda gadać…czasami muszę mu przypominać że ma klocki, że może by się pobawił, że ma autka, że może by się pościgał, itd. itp. Dobrze że są kanały gdzie bajki lecą cały dzień, bo czasami rodzice potrzebują wolnej chwili, jednak niektóre z tych bajek są tak głupie, że nie warto nawet o nich wspominać. Myślę, że dlatego też trzeba kontrolować co ogląda nasze dziecko 🙂

 

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Jak nauczyć samodzielności?

Mały K. skończył 33 miesiące. Mówi pełnymi zdaniami, jednak nie wypowiada „er”. Jego ulubionymi zajęciami są kolorowanie lub rysowanie, rozwiązywanie krzyżówek po swojemu, zabawa klockami lego i czytanie a raczej słuchanie bajek. Ale też uwielbia oglądanie bajek w telewizji i filmików w internecie. Umie bawić się sam jednak woli zabawę z kimś. I właśnie odnośnie samodzielności będzie ten wpis.

Nie mogę go tej samodzielności nauczyć. Chodzi mi tutaj głównie o samodzielne jedzenie. Jak był młodszy bardziej się do tego garnął, chciał sam. A teraz „mama pokarm”. Gdzieś po drodze zgubił tę chęć. Możliwe że to trochę moja wina. Może za bardzo chciałam go wyręczać. No i teraz gdy mówię „K. jesz zupkę sam”, on od razu że nie chce. Doszło nawet do tego że nawet kanapki nie zje sam, mówi że nie umie…Raz, gdy chciałam postawić na swoim i postanowiłam go nie karmić to nie zjadł śniadania, w ogóle. Myślę że z samodzielnością w tej dziedzinie będzie najgorzej…Bo próby samodzielnego ubierania są, samodzielnego ściągania spodni i majtusiów i siadania na nocniku też…i idzie mu nie najgorzej…Jednak z jedzeniem jest ciężko, bo nie chce próbować. Musiałam popełnić jakiś błąd, ale najgorsze że nie mam pomysłu jak go zachęcić do jedzenia samemu. Nie chcę go zachęcać a raczej przekupywać bo to raczej nie jest dobra droga. Jeśli już jakimś sposobem weźmie łyżkę do ręki, to musimy czytać albo oglądać bajki, ale to i tak tylko na chwile. Nigdy nie zjadł całej zupy sam. Zaraz jest „mama pokarm”. Rozmowa w trakcie jedzenia też nie wchodzi w grę…no nie wiem jak zachęcić do tego, żeby zjadał cały posiłek sam. Może on jest po prostu trochę za wygodny :)? Bo to nie chodzi o to że nie chce jeść, bo jak siadam z nim i go karmie to zje bez problemu…

Może jeszcze muszę poczekać może potrzebuje czasu. Ale będę konsekwentnie, małymi kroczkami starała się, żeby jadł sam.

pewnego dnia u teściów…

***

Pewnego dnia u teściów, na ogródku. K. ze swoją kuzynką bawią się. Teść nie bardzo lubi jak mu tam coś grzebią lub coś podobnego…Mały K.zwraca się do kuzynki:

-Skoro(!) dziadka nie ma, to możemy pokopać.

***

Kilka sytuacji pokazuje dobitnie że K. ma już swoje wypływające z trzyletniego doświadczenia, zdanie.

-Synku, chodź pójdziemy na plac zabaw.

-Tak, mama zgadzam się, to jest bardzo dobry pomysł. Niech tak będzie.

-ubierzemy sandałki bo jest gorąco.

-Nie nie chce, nie zgadzam się z tym.

Czasami krzyczy, płacze a czasami używa swojego bardzo przekonywującego tonu…

– No co ty mama, nie wiedziałaś..hihi…

-No co ty mama, zapomniałaś..hihi….

-Mama, ale przecież mówiłem że chce, nie chce itd, itp.

Byliśmy ostatnio nad wodą…mały K. w domu nie chciał się przebrać w kąpielówki więc zapakowałam je i butki dopływania do jego plecaczka. Na miejscu mówię że trzeba się przebrać, a on nie. Tłumaczę ja i mąż, zachęcamy że fajnie, że zabawki, że koło czeka…on dalej nie i nie, nie che się rozebrać a co dopiero przebrać…10 minut…, 15 minut, skwar niesamowity, widzę że patrzy na dzieci w wodzie z utęsknieniem, nie rezygnujemy,zachęcamy dalej, „jak się nie przebierzesz nie wejdziesz do wody”…pół godziny…moja cierpliwość się kończy…W końcu zdjęłam mu koszulkę na siłe…krzyk niesamowity…chwilę później chcę wysmarować mleczkiem…znowu darcie…Przegrałam…Wszedł do wody w adidasach, skarpetkach, spodenkach i majtkach. I już zaczął się fajnie bawić w kole do pływania gdy zdjęłam mu buty i skarpetki (jego awersja do gołych stóp to głębsza sprawa 🙂 i temat na osobny post)…Znowu wrzask na szczęście chwilowy.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Po pewnym czasie pytam:

-No i dlaczego tak płakałeś i nie chciałeś się przebrać, mama przecież mówiła że będzie fajnie…

-Bo ja nie wiedziałem że tak będzie.

-Ale mama i tata mówili przecież…

-Ale ja, nie wiedziałem.

Dzień Ojca!

DZIEŃ OJCA

Czy mniej ważny niż Dzień Mamy? Czy ojciec jest mniej ważny w życiu dziecka? Odpowiadam stanowcze nie. Uważam z całą mocą, że tata potrafi stworzyć z dzieckiem tak samo silną więź jak matka, z tą różnicą, że on musi ją od początku wypracowywać a mama ma ją niejako daną na mocy tego że nosi malucha dziewięć miesięcy pod sercem. O tej więzi już nie ma co dyskutować bo nie raz już o tym było. 🙂

Mężczyzna kształtuje więź z dzieckiem nieraz już jak kobieta jest w ciąży. Tak jak w naszym przypadku, mąż rozmawiał z brzuchem, żartował do niego, ogólnie pamiętam naprawdę miłe momenty. Tak często mówił do synka po imieniu że mimo tego że nie podobało mi się ono, to po porodzie już nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mówić do niego inaczej. I pomimo tego, że mąż nie mógł przeciąć pępowiny, to już w trakcie jednego z najcięższych dla mnie przeżyć jakim był poród, wiedziałam że będzie najlepszym tatą jakiego mogłam sobie dla swego dziecka wyobrazić. Do tej pory mam przed oczami obraz jak Duży K. który do chucherek nie należy, trzyma naszego tygodniowego synka przytulonego do gołej klatki piersiowej. Mały tak strasznie wtedy płakał, bo mamusia mądra (puknij się w czoło) najadła się jabłek a karmiła piersią…Moje wyrzuty sumienia i starania męża żeby synuś się uspokoił, chyba dlatego tak mocno to pamiętam.

Mąż zawsze jest gdy go potrzebujemy, nigdy nie odmawia synkowi zabawy, nigdy nie stawia swoich przyjemności ponad czas z dzieckiem. Bycie ojcem go zmieniło, stał się większym realistą, ale nadal umiejącym znaleźć pozytyw każdej sytuacji. Stał się odpowiedzialny ale nadal mocno pozytywnie zakręcony. Stał się trochę bardziej nerwowy i mniej cierpliwy, ale nadal chcący jak najlepiej i kochający z całego serca. I absolutnie nie wstydzi się tego. Mówi i okazuje uczucia. Mały K. chętniej pójdzie spać z tatą niż z mamą, śniadania i kolacje jada tylko z tatą, w nocy dopytuje o tatę, …i mimo tego że czasami mogłabym czuć się zazdrosna, cieszę się, bo wiem że ich więź zawsze będzie wyjątkowa. Mam nadzieje, że synek nigdy nie będzie się bał opowiedzieć o swoich problemach, bo będzie wiedział że w ojcu zawsze znajdzie oparcie.

Kochany mężu! DZIĘKUJĘ ŻE JESTEŚ NAJLEPSZYM TATĄ DLA NASZEGO SYNKA <3

Bo są też i takie dni…

Zawsze chciałam być mamą, która nie krzyczy na swoje dziecko, daje mu miłość niczym nie zmąconą, bez warunków, bez przerwy. Uczącą i wymagającą, kochającą i dyscyplinującą. Wszystko we właściwych proporcjach. Internet jest przepełniony stwierdzeniami że mama to najtrudniejszy zawód świata łączący w sobie wszystko inne po kolei. I nie ma studiów w tym kierunku 🙂 Ale pewnie tak jak z wszystkim w naszym życiu -dopóki nie przeżyjesz nie uwierzysz i nie docenisz.

Właśnie, bo ile było dni przepełnionych miłością i spokojem, idealnych aż do „rzygania tęczą”. Hmmm, tak naprawdę nie wiele. Bo jesteśmy tylko ludźmi. Mama to też człowiek. który tak normalnie może mieć wszystkiego dość. Nawet własnego dziecka. Największej miłości za którą jest w stanie oddać życie. Tak właśnie tego mam czasami dość. Mam ochotę wyjść, zostawić wszystko i pobyć sama ze sobą i swoimi myślami, nie patrząc czy dziecko płacze czy wyrywa komuś zabawkę czy kogoś uderzy i po raz setny tłumaczyć że tak należy a tego nie wolno robić…Lepiej chyba byłoby wyjść niż krzyknąć, i pokazywać swoją bezsilność. Bo dlaczego on nie słucha jak do niego mówię? Dlaczego nie może wykonać prostego polecenia? Dlaczego robi to czego mu zabroniłam? Dlaczego jest taki uparty?Dlaczego ciągle robi mi na złość? Dlaczego zawsze robi mi na przekór? Te i wiele innych pytań pojawia się w mojej głowie w te dni. Oczywiście gdzieś tam na szarym końcu rozumu jest odpowiedź, że to my rodzice go kształtujemy, my pokazujemy niektóre zachowania, wypowiadamy niektóre stwierdzenia które nie koniecznie chcemy słyszeć od własnego dziecka (dlaczego nie? bo nie., zaraz coś zrobię itp.itd), uczymy szacunku do siebie nawzajem, miłości, ale też jak okazywać złość i gniew… Lub po prostu okazać miłość poprzez dotyk, uśmiech i zrozumienie.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Ale przychodzi wieczór, syn ułożony do snu przez ojca. Taki spokojny jak aniołek. Podchodzę do jego łóżeczka i wraca: ta przepełniająca miłość (chociaż myślę że nie odeszła tylko schowała się gdzieś na chwilę), ta wdzięczność że jest, cały i zdrowy, że ja mogę być dla niego…pojawiają się niesamowite wyrzuty sumienia, co ze mnie za matka, jak mogłam tak myśleć…

Jednak wiem ze pomimo wszystkich trudności i przeciwności chcę to robić- być dla niego najlepsza mamą jaką potrafię, nie idealną ale najlepsza dla niego!

Budowa… koniec bliski… nowy czas nowa energia!

Trudny temat „przeprowadzki”…

Temat przeprowadzi wczoraj wrócił i uderzył ze zdwojoną siłą. Mogłam się tego spodziewać… ale nie spodziewałam się tak szybko. Ostatnio plany często się zmieniają. Łukasz przyjechał, choć miał dopiero za dwa tyg, miał szukać pracy w Niemczech lub w Holandii, potem miał szukać pracy w Pl tu na miejscu, a ostatecznie (teraz) wyszło na to, że za tydzień jedzie tam do siebie i tam szuka pracy. Twierdzi.. cały czas twierdzi, że tam nam będzie lepiej. Chcę bardzo, chcę w to wierzyć! Ale już nie raz coś miało być piękne i kolorowe a wychodziło jak zawsze więc bardzo, bardzo się boję.

Budowa… koniec bliski… nowy czas nowa energia!

Ja jak przeprowadziłam się tu 5 lat temu, dopiero po około 3 latach się zaaklimatyzowałam. Miedzy czasie była przeprowadzka do mojego miasta rodzinnego, gdzie się nie udało (ale prawda jest taka że tam się nam mogło udać, ale za mało w do włożyliśmy pracy i chęci) i wróciliśmy tu. Po powrocie stwierdziłam, że muszę się z tym pogodzić i postarać się chociaż polubić miasto które tak bardzo nienawidziłam. Myślę, że się udało. Tęsknić będę zawsze za moim miastem! A teraz będziemy zaczynać w rodzinnym mieście mojego kochanego Łukaszka i tam zaczynać i budować wszystko od nowa.

Pewnie znowu dużo czasu minie, zanim się tam zaaklimatyzuje. Pewnie będzie mnie to kosztować dużo nerwów i stresu….. ciężko na samą myśl. Po pierwsze tam jest większe miasto, więcej atrakcji i miejsc pracy, Łukasz ma znajomości (dzięki którym mógł by sobie znaleźć pracę, lecz na pewno nie jest to takie na 100%), kolegów, rodzinę. Po drugie miasto to stoi po środku, czyli 200 km do „tutaj” i 200km do „mojego miasta rodzinnego” bo teraz mam do mojej rodziny ponad 400km. To też jest plus. Dostałam też zielone światło od mamy „Jeżeli ma wam tam być lepiej” powiedziała. Kiedyś miałam z nią przeżycia jak wyprowadzaliśmy się stąd (wszystko jest w archiwum). Teraz jednak jest chyba za tym.

Wstępnie postanowiliśmy, że mój jedyny Łukasz jedzie tam do mamy na trochę i szuka pracy. Potem pracuje i szuka mieszkania, a potem ściąga nas i się przeprowadzamy. Ma to potrwać miesiąc lub dwa. Szok dla mnie. Nie chętnie się na to zgodziłam. Bo coś mnie tu trzyma, a coś mnie tam ciągnie. Lepsze jutro na pewno, a strach krzyczy „stój, zwolnij, nie.. nie nie!!”

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***


Wieczór, mąż i winko.

Mój Łukasz przyjechał rano, tak się cieszę i nie mogę się nacieszyć. Były zakupy, uśmiechy, przytulania i długie rozmowy podczas spaceru. Wrócił temat przeprowadzi, ale o tym napisze jutro. Jestem tu tylko na chwilkę. Teraz cieszymy się sobą, zapowiada się miły wieczór przy winku.

Dieta powiem nawet poszło mi dziś dobrze. Liczyłam kalorie, było 5 posiłków, bez podjadania. Zaszalałam tylko na kolacje choć wiem, że nie powinnam i zjadłam 3 kromki, a nie 2 tak jak sobie obiecałam. Kupiłam dobry chlebek i nie mogłam się oprzeć. Minusem jest też to winko, ale ogólnie nie pije alkoholu podczas diety, więc dziś sobie pozwolę 🙂

Wstąpiła we mnie nowa energia..

Dziś zaczęłam liczyć kalorie i jest to w sumie mały sukces dla mnie. Kolejny sukces to 1300kalori. Cały dzień chodzę jakaś głodna to mniej to bardziej… ale to tylko znaczy, ze wcześniej mino zdrowego jedzenie jadłam za dużo. Bo głodu nie odczuwałam. Teraz będę się kontrolować.
Mam nadzieje, że mi to będzie wychodzić mimo, że mój Łukasz wraca.. i wszystko może się posypać, może ale nie musi i tego się będę trzymać. Troszkę zmienię porządek dnia. Jeżeli będę miała okazję ćwiczyć (tylko jak jestem sama w domu) będę to robić, jak nie zostaje rower i trasa. Gotować będę mam nadzieję dla nas obojgu. Bo jemu też przyda się zdrowe jedzonko i odchudzanie. Lubię też urządzać mieszkanie. Lubię przemeblowania i robienie jakiś rzeczy

Fajnie by było pojechać jutro na większe zakupy, a jak nie to przejdziemy się do biedronki. Trzeba zrobić zapas warzyw i owoców, nabiału i mięska. Może to ja będę rządzić na zakupach. Łukasz dobrze by na tym wyszedł. Tak się cieszę, że już wraca i mimo strachu „co to będzie z moją dietą” mam też entuzjazm i zapał. Uda się!

***

Można powiedzieć, że jestem zakochana! Tak jestem i to na zabój, nigdy nikogo tak szaleńczo nie kochałam jak moich chłopaków. Nie wyobrażam sobie ani minuty bez nich i jak tylko mój mężulek wyjeżdża do pracy od razu włącza mi się tryb „tęsknię”… tęsknię, tęsknię, tęsknię, tęsknię, tęsknię…. jak cholera i jest mi tym bardziej trudno,że życia bez niego sobie nie wyobrażam. A mój maleńki? no cóż, jak jest w przedszkolu to też z niecierpliwością wypatruję minuty na zegarku by jak najszybciej po niego już popędzić. Mam tryb „matka” ??? Och całe życie dla nich i z nimi. Po prostu KOCHAM!!!!!!!

Logopeda

Mały K u logopedy.

Mój mały K wczoraj był na pierwszej wizycie u logopedy. Niby lekarz jak lekarza, ale… Poszliśmy w trójkę, miałam obawy co do tej wizyty, o pytania na temat mowy K, ale wszystko było jasne z każdą minutą podczas wizyty. Pani logopeda przyjemna młodziutka pani od razu przystąpiła do sprawdzania mowy małego K. Pokazywała obrazki, a synek musiał nazywać co widzi, czasem nie wiedział to powtarzał po pani. I już po pierwszych wyrazach było widać w czym rzecz, ale i tak chciałam usłyszeć to i mieć to czarne na białym. Dodam jeszcze tak na marginesie, że gdy skończyli gruby plik zdjęć mały K prosił o „jeszcze raz”, tak się mu spodobało.

Werdykt był taki, że mały K ucina niektóre wyrazy i mówi tylko końcówki. Poza tym nie ma wyćwiczonego języka, nie ma też dużego zasobu wyrazów, nie umie nazywa wiele rzeczy oraz myli spółgłoski. Jak na 4 latka powinien mówić wyraźnie wyrazy. Dlatego mamy ćwiczenia do domu i kolejna wizyta za miesiąc. Czeka nas duża praca. Synkowi się podobało, więc chyba nie będzie problemu.

Wczoraj porażka.. dzisiaj wyrzuty sumienia!

Cały dzień szło mi elegancko, wzorowo pod względem diety. Potem padł pomysł by się napić z naszą przyjaciółką D. Ja się zapierałam, ostatecznie powiedziałam, że się nie na piję. Na pocieszenie kupiłam sobie chipsy kukurydziane, takie pompowane jak wafle ryżowe, o smaku cebulki. Ale przyszło co do czego skusiłam się na małego drinka, a potem już poleciało… skończyło się na pizzy z nowej pizzerii!! Zjadłam 3 nieduże kawałki. I podjadałam żelki!!!!!!!!

Jestem zła na siebie! Wiem, że czasem trzeba sobie pozwolić, zrobić odskocznię. Ale ja już siebie znam, wiem że to może rozpocząć reakcję łańcuchową.. która może być złą w skutkach. Przeważnie tak było, lecz dziś nie musi tak być. Od rana już jestem grzeczna. Robię to dla siebie, muszę dać radę, muszę schudnąć te 10 kg!

Dzień 28

W bilansie dnia wyszło 1366 kcal. Kilka dni temu miałam 1414 kcal, a reszta nie przekracza 1300 kcal. Myślę, że dobrze mi idzie! Za niedługo nabiorę wprawy i będzie mi szło łatwiej z tym liczeniem.

Muszę też wrócić do ćwiczeń, ale przy moim mężu nie mogę się odważyć, póki wykorzystuję wolny czas na spacerowaniu. Pogoda nie jest wymarzona, jednak jak tylko nie pada to korzystam. Za parę dni Łukasz wyjedzie to ja wrócę do ćwiczeń. Będzie mi też łatwiej w tym odchudzaniu, bo mój Łukasz kusi mnie różnymi daniami i jedzonkiem oraz wyjściami na miasto do baru itp. Staram się gotować sobie osobno, osobno robię sobie każdy posiłek. Skrycie liczyłam, że mąż przyłączy się, kiedy zobaczy jakie to dla mnie ważne (to całe odchudzanie), tym sposobem pomógł by mi, ale i sobie!

Pomiarów dalej nie robiłam, tak więc nie wiem jakie są efekty i czy są…

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Ciasteczka owsiane 🙂

Wczoraj nabrało mnie na pieczenie ciastek, wyszły pyszne i nie za słodkie, ale troszkę kalorii mają. Przepis znalazłam w internecie, sporo szukałam i ten mimo margaryny wydał mi się najlepszy, a teraz żałuję tej właśnie margaryny. Okazuje się, że jest bardzo kaloryczna a było jej jedynie 70g. Jedno ciasteczko wyszło w granicy 90 kcal. Są na szczęście dość spore 🙂 Następnym razem zrobię z innego przepisu. Jeszcze poszperam, a może wy macie jakiś dobry przepis ??

Kupiłam nawet mąkę pełnoziarnistą, jest świetna. Do ciastek dodałam miód zamiast cukru i otręby owsiane. Jestem na prawdę zadowolona z tych ciastek, na pewno będę takie robić nie jeden raz. jedzenie to teraz będzie moje takie małe misterne hobby : )

Biorę się za siebie! Nowy plan! Nowa motywacja!

 

To co było wczoraj (przerwa w diecie, ważenie -brak efektów) spowodowało,że dużo myślałam. Stwierdziłam, że albo biorę się ostro za siebie, albo kończę z odchudzaniem. Oczywiście wybrałam to pierwsze. Walczę!

Biorę się za siebie! Nowy plan! Nowa motywacja!

Muszę tylko zmienić troszkę mój plan. I tu jest problem, bo tak na prawdę nie wiem co robię źle. Jem 5 posiłków, liczę kalorie, piję wodę, kolacje jem o 18godz, jem produkty zbożowe, dużo warzyw, owoców. Czy to możliwe, że za dużo? Nowy plan będzie taki, że ostro biorę się za ćwiczenia. Będę ćwiczyć razem z grubaskawmalymmiescie, bo wstawiła fajne gify z ćwiczeniami, których nie robiłam jeszcze. Dołożę do tego trochę moich. A może kiedyś sama stworzę taki trening. Koniecznie rozgrzewka przy muzyce (tańce) i koniecznie rower codziennie !!!

Co do diety to dalej będę jadła 5 posiłków i liczyć kalorie. Zastanawiam się tylko czy nie zmienić godziny posiłków i zwiększając tym samym odstępy między posiłkami. Dołożę do diety także jogurty (aktivię), żeby mnie tak nie wzdymało. Za bardzo co w diecie nie mam co zmieniać, bo wydaję mi się, że jest ok. Tak się odchudzałam kiedyś (nie licząc nawet kalorii) i schudłam 17 kg. Teraz z tego jest 13 kg na minusie, a 4 kg na plusie. Do mojego celu jest 15 kg, ale jak schudnę 10kg to też będzie dobrze! Teraz WAŻĘ 85 KG!

Wieczorny luz z powodu złego humorku przez cały dzień!

Daję dziś na luz, drineczki z mężem i domowe hamburgery! Cały dzień chodzę a to smutna a to podminowana, nie wiadomo o co te nerwy.. może dlatego, że Łukasz jutro jedzie. Po za tym mama zrobiła dziś pierożki i ciężko było się oprzeć, więc jeden grzech już jest na koncie.

Do mojego złego humorku przyczyniło się ważenie u mamy i wynik.. brak spadku?! Jak to możliwe!!! Czuję po sobie po ciele, że spada, ale w kg tego nie widać, a zależy mi by spadło te 10 kg, ale ważenie nie motywuje mnie.. Jest mi smutno i ciężko. Jutro biorę się za siebie i głównie za ćwiczenia i rower. Nie ma że boli! ;p Muszę dać radę, a jak nie będzie efektów to się poddaje! ..

Napompowana jak balon!

Czuję się okropnie, mój brzuch wygląda tak jakbym zjadła nadmuchanego balona. Troszkę czytałam, bo nie daje mi to spokoju. Wzdęcia powodują owoce (które ulegają procesowi fermentacji) i warzywa, produkty zbożowe. W moim wypadku się to zgadza, moja dieta jest zdrowa, dużo błonnika, warzyw i owoców. Pomóc może mi picie dużo wody, herbatek i kefiry, jogurty itp. Przeczytałam też że trzeba zwiększyć aktywność fizyczną, a ja ostatnio mam przerwę w ćwiczeniach. Muszę do nich koniecznie wrócić.

Może nie od jutra te ćwiczenia wrócą, ale od niedzieli lub poniedziałku na pewno! Już mi tego bardzo brakuję. Ale nawet jak ćwiczyłam to wieczorem odczuwałam wzdęcia. Na bank od jutra wdrążę do diety jogurty, kupię aktivi trochę, bo do naturalnych jogurtów nie mogę się przemóc, choć jako dodatek może być.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Teraz piję miętę i liczę, że mi pomoże. Dzisiejsze menu było wzorowe:

Śniadanie: kawa z mlekiem i cukrem, 2 małe kromki razowego, serek szczypiorkowy, kiełbaska żywiecka
II śniadanie: ciastko owsiane, 250 ml soczku Leon
Obiad: 200g ziemniaków, mała pierś bez panierki, surówka warzywna
Podwieczorek: 150g winogrona, 180g gruszki
Kolacja: sałatka (ogórek,pomidor,sałata lodowa, kap. pekińska, kukurydza, jog. naturalny) 2 kromki razowego

Nie przekroczyło 1200 kcal.

***

Pod drzwiami dzisiaj stanął jakiś koleś, że ma jedyną niepowtarzalną i fantastyczną ofertę: pożyczki, chwilówki i wszystko za zero procent… może i ciekawa propozycja, ale nie dla mnie, ja pilnie potrzebuję znaleźć pracę!!!!!

Praca, plany.. przeprowadzka? Zmiany się szykują..

Praca, plany.. przeprowadzka? Zmiany się szykują..

Przeprowadzka stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Lecz ja wiem swoje.. że i tak do tego dojdzie, choć ja tak bardzo nie chcę. Coraz bardziej nie chcę niż chcę. Zmiany i tak się szykują. Dziś idę na rozmowę o pracę. Jak dostanę to zostaje tu. Na jakiś czas. A mój Łukaszke już znalazł pracę i w poniedziałek zaczyna, więc zostaje tam.

Dziś się okaże, albo jutro, bo pewnie każą mi czekać na telefon. I pewnie się nie doczekam na ten telefon. Stresuję się do tego tą rozmową. Dawno nie byłam na żadnej rozmowie, a ta będzie podobno taka oficjalna. Będzie co ma być! Nie warto się denerwować, stresować, dołować…

Mama dzwoniła wczoraj.. trochę pogadałyśmy. Może troszkę to spowodowało, że zastanawiam się nad sensem tej przeprowadzi. I jak patrze, jak mama i Misia (moja D) to przeżywają to ciężko mi. Dla nich chcę zostać. Tak, taka jest prawda. Nie jest przecież powiedziane, że tam nam się uda. Mój mąż za bardzo ma nadzieję, że tam się uda, za bardzo w to wierzy. A życie potrafi być podłe i wszystko może się schrzanić.. w jeden dzień, w jednej chwili. Inną kwestią jest to, że Łukaszek mnie grzeje miejsca nigdzie dłużej. Przez te 5 lat zmieniał kilka razy pracę, dwa razy jechał do Holandii i raz do Niemiec. I te nasze przeprowadzki, jakby policzyć było ich 6-7.. Mam dość i chcę już siąść na dupę i siedzieć w jednym miejscu, że tak powiem!

Szarówka, deszcz.. ratuje tylko herbata!

A ja tak czekam na słoneczko, na jesienną słoneczną pogodę!! Ta szarówka za oknem pozbawiam mnie energii, czuję się cała połamana. Bierze mnie dołek 🙁 Robię się leniwa, a przecież muszę działać. I oczywiście mogę pomarzyć o jeździe na rowerze 🙁

Dziś będzie „dzień herbaty” ! A kilka ich mam, czarna odpada, bo piję ją tylko słodzoną. Zaparzę sobie Pu-erh wiśnia rum, a potem zieloną sencha chińska róża lub o smaku cytrusowym z trawą cytrynową. Zielonej herbatki nie wolno zaparzać wrzątkiem, trzeba odczekać ok 10 min po zagotowaniu. Tak.. dziś napiję się zielonej, zdecydowanie 🙂 Zielona herbata wspomaga odchudzanie, ponieważ przyśpiesza metabolizm i usuwa zbędne produkty przemiany materii. Oraz napar z czerwonej herbaty (pu-erh) działa pobudzająco na wytwarzanie soków trawiennych i stymuluje pracę jelit co przyśpiesza metabolizm, a w efekcie spalanie tłuszczów. Wczoraj kupiłam sobie miętę o smaku jabłka, ale nie smakuje mi za bardzo. Szkoda, bo lubię mięte.. I znowu przypomniało mi się moje marzenie o posiadaniu herbaciarni.. 🙁

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Dzień 33 Trening by Kasia Herbatkowa

Tak jak pisałam zrobiłam swój własny trening, który pewnie nie raz będę modyfikować, bo szybko się nudze.
Dziś nie miałam zapału do ćwiczeń, ale od rana o nich myślałam.
Trochę poskakała, potruchtałam po pokoju i wykonałam te ćwiczenia z treningu.
Zajęło mi to 40 min, choć na koniec to już tylko skakałam i truchtałam, bo chciałam się wymęczyć.
Miałam iść na rower, ale pogoda mnie do tego nie zachęca!! 🙁 Do 14 jeszcze mam czas, więc może jednak się zmuszę!

Wczoraj zjadłam 1142 kcal:
śniadanie: musli z mlekiem, kawa z mlekiem 2 łyżeczki cukru
Obiad: zupa z groszkiem, ziemniakami i piersią z kurczaka
Podwieczorek: również ta zupa, ale mniejsza porcja i 170g brzoskwiń
Kolacja: bułka ziarnista z serkiem szczypiorkowym, sałatą lodową, 5 cienkich plasterków żywieckiej i duży pomidor

Śniadanie zjadłam późno dlatego nie było 2śniadania i od razu zjadłam obiad. Dziś zamiast zjeść śniadanie 8-9 zjadłam o 7. A teraz o 11 drugie śniadanie.

Dzień 32 … znowu myślę o przeprowadzce!

Miałam okazję już dziś skorzystać z chwili dla siebie, bo dziadek zabrał małego K na mecz. Od razu pomyślałam, że poćwiczę! Tak też zrobiłam. Troszkę rozgrzewki przy muzyce, nowe i stare ćwiczonka i 30 min zleciało.. miałam ochotę na więcej, ale jak na pierwszy dzień było ok.
Jutro zacznę już ostrzej. Postaram się o 40 min ćwiczeń. A potem rowerem gdzieś pojadę, o ile pogoda dopisze.
Humorek dziś mam całkiem niezły, mimo, że mój mężulek pojechał szukać tej pracy i nie będzie do trochę. Jeżeli znajdzie pracę to my go odwiedzimy. Jestem taka ciekawa jak to będzie, co uda mu się załatwić. Wszystko rozstrzygnie się w najbliższym czasie, bo ta przeprowadzka nie jest jeszcze przesądzona. Ja jednak mam przeczucie, że będzie dobrze, bo Łukasz ma tam prawie nakręconą robotę. A znając mojego męża to szybko znajdzie mieszkanie i zostanie tylko kwestia przedszkola i znalezienia pracy dla mnie.
Teraz tylko w głowie mam odchudzanie i kwestie tej przeprowadzki. Gadałam wczoraj troszkę z mamą, próbuję ja do tego przygotować. Jednak coś czuję, że znowu będzie ciężko z nią. Niby mówi, że jak nam będzie tam lepiej, że jak tam znajdziemy prace i mieszkanie to mamy jechać, ale.. no właśnie jest jakieś ale. Kiedyś nasza przeprowadzka wyglądała okropnie, mama płakała.. i teraz powiedziała, że też będzie płakać. Na razie wygląda to lepiej niż wtedy. Ja wiem, że mama zostanie tu sama (mimo że ma B, ale go nie kocha..), my będziemy niecałe 200km. To jednak sporo. Nie chce jej zostawiać. Mogę mieć tylko marzenia, że kiedyś mama się sprowadzi do nas, znajdziemy jej pracę, albo przeprowadzi się na emeryturze..

Pomiary, ważenie, mierzenie, podsumowanie! :)

Pomiary, ważenie, mierzenie, podsumowanie! : )

Pożyczyłam wagę i dziś z rana wskoczyłam na nią i zobaczyłam spadek. Przez dokładnie miesiąc czasu schudłam 3,9 kg 🙂 Zawsze jak się ważyłam w ciągu dnia waga pokazywała ok 85 dlatego ciągle myślałam, że spadku nie ma, że nie ma efektów… a są! 🙂

 

 

Waga 82,5 (było 86,4 )
Biceps 33,0 (było 35 )
Piersi 96,0 (było 98 )
Talia 82,0 (było 84 )
Brzuch 100,0 (było 102 )
Biodra 110,0 (było 112 )
Udo 66,0 (było 68 )

Do celu nr 1 jeszcze 7,5 kg a do celu nr 2 – 12,5 kg.. uda się? Będzie ciężko, ale się uda. Już jest ciężko.. ale nie myślę o trudnościach, trzeba iść do przodu i działać.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Ps.

Na rozmowie było chyba ok, oczywiście powiedziałam, że mam dziecko, ale zapewniłam, że mam opiekę.. zobaczymy.. dziś albo jutro będą dzwonić. Wczoraj ćwiczonek nie było, dlatego dziś muszę się ostro przyłożyć. Zaraz zaczynam!

Grzybobranie…

Poddaję się..

Podczas wczorajszego grzybobrania miałam okazję porozmawiać z panem B, nawet nie jeden raz. Nie zrobiłam tego. Potem zmęczenie zrobiło swoje i połowę drogi z lasu i w samochodzie miałam zryty humor. Doszło do mnie, że sama skazuję się na tą przeprowadzkę za tydzień, dwa tygodnie… A ja nie wyobrażam sobie tego! Tyle spraw trzeba załatwić, a wszystko stoi w miejscu. Potem będzie bieganie, załatwianie i nerwów co nie miara. To akurat mogę sobie wyobrazić. Jak o tym myślę, to już nam nerwy, już brzuch mnie boli ze stresu. Nikt tego za mnie nie zrobi, tak jak nikt za mnie nie pogadał z panem B. Nawet mój Ł… Tylko się okaże, że mieszkanie tam jest i wszystko się zacznie! Ok… poddaję się! Nich się to już zacznie, niech się to już skończy!

Jestem osobą, która zawsze szuka jakiegoś wyjścia z sytuacji. Teraz już brakuje mi pomysłów na takie wyjście, dlatego muszę szukać plusów. To spowoduje, że nie zeświruję. To mi da nadzieję.. Dużo też szukam pomocy i oparcia w innych, choćby i nawet w słowach. Nie raz łatwiej podjąć decyzję jak ktoś cię pokieruję. Słowa to słowa, ale ja chyba jestem naiwna, łatwowierna.. chcę wierzyć we wszystko co dobre, choć nie raz jest tylko iskierka nadziei. Taka już jestem. Dlatego szukam tej nadziei.. w tej przeprowadzce. Chcę wierzyć, że to coś dobrego dla nas. Dziś już brak mi sił na myślenie o tym.. tylko, że od tego nie da się uciec

Niedzielne grzybobranie! 🙂

Wyjazd o 6, po 7 na miejscu. 7 godzin chodzenia po lesie ..w domku po 15. Zmęczona, padam z nóg. Ale dwa wiaderka nazbierałam. W jednym same podgrzybki, a w drugim kozaczki i prawdziwki 🙂 Jestem zadowolona. Towarzysze też sporo nazbierali.

Kilka foteczek z lasu 🙂

 

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Miało być o niczym, a wyszło jak zawsze…. poważnie.

Wczoraj dzień zleciał wyjątkowo szybko, lecz nie powiem, że w pełni dobrze. Po pierwsze nie zadzwonili w sprawie pracy, a tak czekałam na ten telefon. Mniejsza o to, że mieli zadzwonić nawet w sprawie odmowy.. Nie słowni ludzie, trudno.. To oznacza tylko jedno i chyba nie muszę pisać co.
Dzień jakoś zleciał. Najpierw zakupy (w końcu kupiłam długie spodnie dresy), gotowanie obiadku (roladki z mozzarella, marchewką, porem, koperkiem i pietruszką i warzywka na patelnie) mniam:) potem przyszła D i zgraliśmy filmy i bajki, bo w planach było robienie format. Poleciałam po małego K a potem zajęłam się tym formatem i udało się z powodzeniem przywrócić głos! Udało mi się wybrnąć z dwóch małych ślepych uliczek, więc jakieś tam pojęcie o informatyce mam. Następnie upiekłam ciastka, które wylądowały w koszu. To była druga porażka dnia. Robiłam z innego przepisu, ale wydaje mi się, że to soda wszystko schrzaniła. No trudno, dziś robię drugie podejście, bo posmakowały mi te ciastka, które robiłam pierwszym razem i przyznam, że z rodzynkami lub innymi suszonymi owocami są najlepsze. Wczoraj troszkę mnie to wyprowadziło z równowagi, ale razem z Łukaszkiem i K poszliśmy jeszcze pod wieczór do sklepu po płatki owsiane i miód. Troszkę poprawił mi się humorek i wieczorem już było miło.
Brakowało tylko wczoraj ćwiczeń, bo Łukaszk przyjechał na 4 dni. W poniedziałek zaczyna pracę i znowu jedzie, a u mnie nie pewna sytuacja znowu z powodu braku pracy. Wczoraj pół dnia wałkowaliśmy temat przeprowadzki. Wymyśliliśmy plan, który mógłby wypalić ale wszystko zależy od B (faceta mamy) i od mamy. A mama umywa ręce. Tak już ma z nim źle. Tak już jest cięta na niego (tak jak my) i nie chce nawet z nim gadać. Myślałam, że choć troszkę mi pomoże, bo plan jest taki by pogadać z B żebym ja z K wprowadziła się do nich na góra dwa miesiące. Mieszkanie mają duże (3pokoje) a ja muszę płacić prawie tysiaka. Chyba mój mężulek ze względu na mnie to zaproponował, ale nie tylko, chodzi też o przedszkole K. Tam ma złożyć podanie i szukać mieszkania. Jest już jedno na oku, ale musiał by tak pomalować i zlikwidować grzyba. I można się wprowadzać .. może nawet za dwa tyg. Ja bym chciała tu zostać do świat, tylko nie odpowiada mi też takie życie na odległość. Mamy w planach kupić autko, to mąż przyjeżdżał by na weekendy. To jest rozwiązanie, ale teraz łatwo się mówi, a inaczej zawsze wychodzi. Zresztą nie ma co gdybać, bo czeka mnie rozmowa z B.. a jak się zatnę to nawet się nie zapytam. Niby czemu miało by mu szkodzić wziąć nas na te dwa miesiące? Gdyby to był ktoś inny.. ale to jest B ! Wielkoduszny człowiek, a egoista (samolub, dusigrosz)… szkoda słów, a jednak mam nerwy i chcę to wyrzucić z siebie. Specyficzny człowiek, który w każdym swoim działaniu ma swój cichy plan. Biedna moja mama, musi to wszystko znosić. Pewnie nasuwa się teraz pytanie, czemu nie odejdzie? I to jest wielką zagadką. Mama tłumaczy to, obawą o przyszłość. Bo nic nie ma, nie ma mieszkania, gdzie mogła by się schronić. A do nas na wynajęta nie pójdzie, bo to nie pewne. Sama też nie wynajmie, bo z jednej wypłaty jak? Poniekąd ją rozumiem. Moje rodzeństwo mieszka w T (400km) a tu ma tylko mnie. Ja jej chcę pomóc wiele razy ją namawiałam. Tylko to ciężka decyzja. Już raz odeszła od niego. Do nas. Ale mieszkaliśmy wtedy w domku, na obrzeżach miasta. Była zima, było ciężko z dojazdami, a B.. no cóż zgrywał świętego, obiecywał złote góry, nieba chciał przychylić mamie. Ja nie uwierzyłam, mama może też za bardzo nie… ale chciała wierzyć. Wróciła, jednak myślę, że jakby były inne czynniki to inaczej by się to potoczyło. Z tego co B obiecywał wiele nie spełnił.. Wszyscy myśleli, że jak mama wróci to B będzie inny. A teraz wszystko jest po staremu, a może i nawet gorzej. Ja mam tylko nadzieję, że jak przeprowadzimy się tam, ułożymy sobie wszystko i ściągniemy mamę do siebie.
Miała być notka o niczym.. a się rozpisałam. Lepiej mi jak to napisałam.. Tylko szkoda, że to nic nie da. A może da.. bo będę mamę dalej przekonywać.