bez tytułu – a co mi tam…

O przedszkolnych staraniach.

W szkole podstawowej u nas na osiedlu, mojej szkole podstawowej 🙂 utworzono oddział przedszkolny. Jako że koszty mniejsze niż w przedszkolu prywatnym, na miejscu no i nie jest ono jeszcze u małego spalone, postanowiłam złożyć papiery. Pierwsza rekrutacja odbyła się w styczniu, ale jako że chciałam aby skończył trzy lata (kwiecień), postanowiłam posłać go od września. Jest jeszcze jeden powód wybrania takiego a nie innego miesiąca. Jego kuzynka-równieśniczka kończy żłobek i również idzie do przedszkola. No i tak z bratową starałyśmy się o miejsce w tym nowym przedszkolu dopiero od września. Druga rekrutacja do końca marca, wyniki dopiero pod koniec kwietnia.

Pilnowałam bardzo, tego terminu. W ten dzień poszłam do szkolnego sekretariatu i poprosiłam o listę dzieci przyjętych po kolejnej rekrutacji. No i tutaj przysłowiowy ZONK.! Małego K. nie było na liście…Hmmm…a kuzynka była. Więc zapytałam od czego to mogło zależeć…ale po chwili sama sobie odpowiedziałam. Rodzeństwo uczy się w szkole i w ogóle, a K. jedynak. No nic, z jednej strony oczywiste, ale dla spokoju zapytałam czy można się odwołać od tej decyzji. Otrzymałam odpowiedź twierdzącą, w terminie 7 dni. No i dobrze nie omieszkam pomyślałam, bo co mi zostało…Trochę mi sie szkoda zrobiło, bo myślałam że jest duża szansa że z kuzynką z którą często się bawi będzie mu łatwiej i może nie będzie tak histeryzował…

Jak pomyślałam tak zrobiłam. Wyskrobałam piękne odwołanie, przetaczając argumenty nie do odrzucenia :). Po pierwsze że rejon, na miejscu. Po drugie że zna dzieci z przedszkola. Po trzecie że na pewno będzie w przyszłości uczniem tej wspaniałej szkoły podstawowej. Po czwarte że zdajemy sobie sprawę jak ważne dla jego przyszłego rozwoju jest wczesne rozpoczęcie edukacji przedszkolnej. Po piąte i ostatnie stan zdrowia i wiek dziadków nie pozwala na sprawowanie im opieki nad małym. No.! Ubierając to w piękne zdania złożone 😉 powstało to co powstać miało. Złożyliśmy. Pozostało czekać. Po upływie określonego czasu (nie wiedzieliśmy jakiego, bo oczywiście mąż zanosząc odwołanie nie dopytał) zadzwoniłam do sekretariatu i zapytałam jak wygląda sprawa z tym i z tym. Szczęście sprawiło że była tam obecna Pani wicedyrektor, która była przewodniczącą komisji rekrutacyjnej. Dostałam Panią do telefonu i usłyszałam że jeszcze nie ma rozpatrzenia bo nadal czekają na wszystkie dokumenty od rodziców. Ale że jak będą mieć decyzje to zadzwonią nawet jeśli byłaby odmowna. No to ok. Poczekam, jeden dzień mnie nie zbawi, pomyślałam. Ha, po dwóch godzinach odebrałam telefon od Pani sekretarki, że odwołanie zostało rozpatrzone pozytywnie i proszą mnie żebym się zjawiła podpisać jakieś papierki. Hip, hip huuurrrraaaaaa. UDAŁO SIĘ. Nareszcie coś się udało, bez znajomości!!! Opłacało się zadzwonić i pogadać, bo mysle że to im przyspieszyło trochę decyzje. No a nie mówiłam że argumenty nie do odrzucenia 😉

Przy podpisywaniu dokumentów okazało się został przyjęty ze względu na rezygnacje jednego dziecka. 🙂 No to miał szczeście, ha.

P.S.No i teraz to ja już tak łatwo nie odpuszczę Syneczku. Miejsce wywalczone, więc trzeba go będzie bronić 😛

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Budowa | gablotykroll.pl | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

No i ma…trzy lata…

Kurcze…trochę mnie tutaj nie było…sama nie wiem dlaczego…może brakowało tzw. weny??? 🙂 A może niewiele ciekawego się działo u nas??? Nie, nie to na pewno to pierwsze 🙂 Bo przecież z rozgadanym trzylatkiem nie może być nudno. kilka przykładowych sytuacji, tekstów z ostatnich kilku miesięcy…

Jesteśmy na placu zabaw Małemu (hmm coraz mniej mi to określenie pasuje) K. zachciało się siku. Biegniemy szybciutko na ubocze w stronę krzaczków. Odsłaniam siusiaka synka, nie zdążyłam go złapać żeby mu pomóc (jakoś sam się do tego nie kwapi..) a tu silny strumień sików już poleciał, no i mówię…

-Tak Ci się chciało siku że trochę posikałeś buty…

-To nic mama, sportowcy tak mają. :):) 😆

Po prostu Kocham Go! jak nikogo na świecie.