chyba pęknę ze śmiechu…

***

Znalazłam gdzieś informację, że to zjawisko ma oficjalną nazwę – syndrom sezonowej depresji przedświątecznej.

Czy ma to związek z, nazwijmy to, sezonowym rodzajem depresji, wywoływanej przez brak światła i brak kontaktu skóry ze słońcem? Pewnie w jakimś stopniu na pewno. Wszak Boże Narodzenie przypada na grudzień – najkrótsze dni, najmniej słońca…

Od strony, powiedzmy, medycznej wygląda to tak: Latem, promienie słońca przechodzą przez siatkówkę oka. Wysyłają sygnał do mózgu, nakazując wstrzymanie produkcji melatoniny, jednego z hormonów determinujących cykl snu. Jednak wraz z nadejściem zimy ten sygnał staje się zbyt słaby, a produkcja melatoniny pozostaje wysoka, nawet w ciągu dnia. To dlatego zimą częściej odczuwamy zmęczenie, senność i przygnębienie. A więc, nadal kombinując, powiedzmy, medycznie, należy uzupełnić niedobory witaminy D3. Jest to szalenie ważne, o czym przekonałam się osobiście. W zeszłym roku skarżyłam się różnym lekarzom, że od dłuższego już czasu jestem przemęczona w stopniu podejrzanym. W końcu endokrynolog zlecił mi kilka badań, w tym sprawdzenie poziomu witaminy D3. Jej optymalny poziom w surowicy wynosi od 45 do 70 ng/mL. Mój wynik? 16. Nieźle, co? W ciągu kilku miesięcy uzupełniłam braki i poczułam różnicę. Obecnie cały czas przyjmuję profilaktycznie jedną tabletkę dziennie. Czy już nie czuję senności i zmęczenia? W tym roku mam podwójny „zapierdziel” w pracy, więc, oczywiście jestem jakby lekko „padnięta”, ale teraz to zrozumiałe i uzasadnione.

Witamina D3 jest ważna! Polecam sprawdzenie, ile jej tam macie, tym bardziej, że jej prawidłowy poziom jest też szalenie istotny w profilaktyce osteoporozy. A to, kochane kobitki, same wiecie, jest rzeczą, której zbagatelizować nie można. Nie daj Boże się na stare lata zacząć łamać 🙂

A teraz już nie medycznie tylko raczej, powiedzmy, psychologicznie…

Sezonową depresję pod koniec roku może bardzo nasilać samotność lub złe relacje z otoczeniem, sprawiające, że święta Bożego Narodzenia niezbyt cieszą. Okres ten, paradoksalnie, przypomina o samotności, o życiu bez rodziny, bez przyjaciół. Popatrzmy na reklamy, filmy, książki związane ze Świętami. Właściwie wszystkie gloryfikują ten czas jako rodzinny, pełen miłości, radości i spokoju. A co zrobić, kiedy w naszym życiu tego brakuje? Wtedy trafia nas szlag na widok tego, co świąteczne, bo automatycznie przypomina o brakach w naszej codzienności.

Podobno istnieje pięć kręgów społecznych, czyli obszarów spotykania się z innymi ludźmi:

  • rodzina,
  • przyjaciele,
  • praca (studia, szkoła w przypadku młodych ludzi),
  • czas wolny, zainteresowania (kluby sportowe, kulturalne, stowarzyszenia, podróże, parafia itd.),
  • sąsiedzi.

Zobacz także: Ulica Miętowa | Pomnik Jana Pawła II | Wiadukt Siemianice |  peruki warszawa | Ulica Jagodowa | Park | uzaleznienia-leczenie.pl | | Ulica Spacerowa

Warto i należy w swoim otoczeniu mieć osoby bliskie z tych właśnie kręgów. Dbać o relacje z nimi. Jest to, mam wrażenie, w dzisiejszych czasach coraz trudniejsze. Tak bardzo bowiem jesteśmy zagonieni, zapracowani, skupieni przede wszystkim na sobie. A przecież samotność, jaka wiąże się z brakiem „znajomych z kręgów”, to przerażające zjawisko. Człowiek jest istotą społeczną. Stworzono go, by wchodził w relacje z drugim człowiekiem.

Tymczasem w ciągu ostatnich 3 lat, liczba samotnych osób dramatycznie wzrosła. Liczba osób w wieku poniżej 40 lat, których dotyka zupełna samotność, podwoiła się od 2010 roku. Liczba osób powyżej 75 lat, które żyją w odizolowaniu wzrosła o 50% od 2010 roku!

Co z tym zrobić? Nie sądzę, by był na to cudowny lek. Każdy z nas może próbować polepszyć sytuację tam, gdzie jest to możliwe, czyli w swoim otoczeniu i we własnym życiu, będąc uważnym, przewidującym, nie dając się złapać w pułapkę samotności.

Zwolennicy teorii pięciu kręgów twierdzą, że na każdym etapie życia, musimy czuwać, aby nasze życie było jak najbardziej zrównoważone. Musimy dbać o wszystkie pięć kręgów społecznych. Bardzo szczęśliwy związek lub duże grono przyjaciół czy satysfakcjonująca praca to nie powód, aby zaniedbywać sąsiadów, aby nie być aktywnym społecznie. Wręcz przeciwnie, trzeba korzystać z tego, że aktualnie mamy wokół siebie ludzi oraz jakie to nam daje poczucie bezpieczeństwa. Warto być bliżej innych ludzi, bywać w miejscach, w których masz możliwość ich poznać. Nie znamy przyszłości. Nie wiemy, co nas czeka. Jeśli, dajmy na to, praca pochłania cały nasz czas i utrzymujemy wyłącznie relacje zawodowe, w którymś momencie może się to okazać niewystarczające. Pewnego dnia będziemy potrzebować pomocy swoich sąsiadów i wtedy może się okazać, że nie mamy się do kogo zwrócić.

Pocieszające jest to, że jeśli masz dobre relacje choć w jednym z kręgów społecznych, to poszerzanie ich jest o tyle prostsze, że istnieje tzw. pozytywne koło przyjaźni. Polega ono na tym, że osobie bardzo szczęśliwej w związku będzie dużo łatwiej podobać się innym osobom, zdobyć przyjaciół, poznać sąsiadów, zapisać się na różne aktywności, a nawet znaleźć dobrą pracę.

Natomiast osobie zupełnie odizolowanej, która nie ma już żadnego kontaktu ze światem, będzie bardzo trudno wszystko odbudować. Trudniej będzie tak od razu znaleźć małżonka, który chciałby razem dzielić życie. Dlatego nie należy zbyt dużo wymagać od razu. Jeśli jest się bardzo odizolowanym, a pragnie się mieć towarzysza życia, lepiej nie szukać bezpośrednio żony czy męża, ale zacząć od sytuacji społecznych umożliwiających zwykłe kontakty ze ludźmi. Poprzez różne aktywności, w miarę spotykania się, zawiązują się więzi, niektóre z nich rozwiną się w przyjaźnie, a kto wie, może znajdzie się także bratnia dusza.

Zwolennicy teorii kręgów podkreślają również, że chyba najistotniejszą sprawą jest wzajemność: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” oraz ich konsekwencja, czyli „Czyń innym tak, jak chciałbyś, aby tobie czyniono”.

Chciałabym, aby czas Świąt dla każdego był radosny. Wtedy sezonowa deprecha nie daje się tak bardzo we znaki 🙂 Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe. Ale warto nad tym pracować. Jak sami o siebie nie zadbamy, to kto to zrobi za nas? A w tej konkretnej sytuacji dbanie o siebie jest równocześnie dbaniem o drugiego człowieka. Układ idealny 🙂

Pozdrawiam wszystkich świątecznie. I radośnie (pomimo różnych kłopotów i niedoskonałości mego życia .

***