dziecko to nie partner

To my – rodzice wychowujemy nasze pociechy. Ciężko pracujemy na ich utrzymanie. Zarywamy noce, kiedy są chore. Poświęcamy im wolny czas… Dlaczego dzieci mają być ważniejsze od nas? Tylko dlatego, że są po prostu dziećmi? Ja moich synów kocham nad życie, ale to nie znaczy, że sprzedam nerkę, żeby ich zapisać na angielski, jeśli nie będę miała na to pieniędzy z normalnego źródła. Nie będę nosiła ich tornistrów do szkoły, z całym szacunkiem, ale to ma należeć do ich obowiązków. Znajdę czas na ulubiona książkę lub film, mimo że mogłabym w tym czasie pobawić się z którymś z nich. Zrobię to, bo też jestem ważna. W byciu rodzicem nie można zapominać o byciu człowiekiem (kobietą, mężczyzną).

Oczywiście, powyższy punkt nie oznacza, że nigdy nie będę kombinować, żeby coś moim dzieciom zapewnić. Na przykład w grudniu „wskoczyłam” na debet, skoczyłam na zakupy i kupiłam synom PS3. Zamiast tego mogłam na trochę wyjechać w czasie ferii. Dokonałam jednak wyboru. I nie żałuję. Mój syn mi powiedział: Wreszcie nie śmieją się ze mnie w klasie, że nic fajnego nie mam. Uważam jednak, że nie można popadać w przesadę. Nie należy, moim zdaniem, pokazywać dzieciom, że zrobi się dla nich zawsze i wszystko, kosztem własnych potrzeb, marzeń, możliwości. One powinny wiedzieć, że rodzic może dla nich sporo, ale nie wszystko. Bo takie jest przecież życie. Nie da się w nim mieć wszystkiego.

To tak w skrócie. Zainteresowanych odsyłam do książki. Warto!

***

To jest męski świat… Tak śpiewał kiedyś James Brown.

Że świat wokół nas to męski świat. Że mężczyźni nim rządzą. Ale… ten niby ich świat nie byłby ich, gdyby nie my – kobiety. Bo bez kobiet mężczyzna jest niczym…

Ktoś mógłby powiedzieć, że w słowach Browna tkwi pewien szowinizm. Niewykluczone.

Ja jednak dziś chcę zwrócić uwagę na to, że w jego piosence pojawia się pewna piękna prawda, od której dziś często się ucieka (taka moda). Mianowicie, James śpiewa, że facet bez kobitki nie znaczy nic. A więc, nie da się nic stworzyć, zbudować bez osoby, która stoi u Twojego boku i cię wspiera. O tym chrypi Brown. I ja się z nim zgadzam. I nie chodzi tylko o to, że mężczyzna bez kobiety, ale też o to, że kobieta bez mężczyzny. Człowiek jest istotą stadną. Społeczną. Nie jest stworzony do życia w pojedynkę.

Śmieszy mnie moda na mówienie „Jestem singlem/singielką”. Nie wypada powiedzieć: „Jestem sam/sama”. Tak jakby obecnie wstyd było się przyznać, że jest się samemu. Że się poszukuje. Albo że się jest zwyczajnie samotnym. Oczywiście, są różne sytuacje i wśród tych wszystkich singli są single prawdziwi – ludzie, którzy z jakichś powodów aktualnie chcą być sami (bo że chcą być sami na zawsze, w to trudno mi uwierzyć). Zawiedli się na kimś. Przeżyli coś traumatycznego. Póki co cieszą się swobodą. Odpoczywają.

Ale, moim zdaniem, zdecydowana większość singli to ludzie po prostu sami. Samotni. Potrzebujący drugiej osoby. Bardziej lub mniej poszukujący „drugiej połówki”. Tyle że nie chcą czy nie mogą się do tego przyznać. Bo wyjdą na nieudaczników, którzy nie potrafią znaleźć sobie kogoś. Jest tak czy nie? Stwierdzając: Jestem singlem i dobrze mi z tym – ucinają plotki, docinki, komentarze.

Jest w tym fałsz, prawda? Ale powiedzmy sobie szczerze, ludzkie wścibstwo potrafi zatruć życie, więc nie ma się co dziwić, że osoby samotne tworzą wokół siebie pewne pozory. Rozumiem to. Ale się burzę. I wkurzam. I na jednych, i na drugich. Bo nie znoszę wścibstwa. Tworzenia fikcji i pozorów również.

W samotności na dłuższą metę nie ma nic pięknego. Ja przynajmniej nic takiego nie widzę. Nie masz, z kim pogadać, nie masz, do kogo się przytulić, przed kim wyżalić… dotknąć… Co w tym fajnego? Tak. Można mieć przyjaciół, rodzinę. Ale to moim zdaniem nie to samo.

Z drugiej strony, stan bycia samemu nie powinien też kojarzyć się z klęską albo czymś wstydliwym. Myślę, że to pisanie o singlach, o tym, że ich życie jest ciekawe, wartościowe, atrakcyjne, wzięło się m.in stąd, że samotnych często wytykało się palcami: O, to ta, która faceta nie może sobie znaleźć… O to ten, nieudacznik, żadna baba go nie chce… Czyż tak nie bywało? Czyż nie zdarza się tak nadal?

Dzięki artykułom, filmom itd. udało się wielu ludzi przekonać do tego, że samotny-singiel to wcale nie pierdoła. To zwyczajny człowiek, którego życie po prostu akurat nie kręci się wokół miłości, co nie znaczy, że jest przez to mniej wartościowe. I dobrze, że tak się stało. Zawsze denerwowało mnie mierzenie wartości, dajmy na to, kobiety tym, czy ma faceta, ilu ich w ogóle miała, czy nie za późno zaczęła umawiać się na randki, czy w miarę szybko wyszła za mąż… Przypuszczam, że obecnie nie jest to tak nasilone jak kiedyś, kiedy byłam „dwudziestką”. Czasy się jednak na szczęście zmieniły

Ale ta zmiana poszła chyba trochę za daleko. Za bardzo gloryfikuje się teraz stan „życia w pojedynkę”. Tak uważam. „Jestem sama i dobrze mi z tym” „Nie mam faceta i to jest super” „Mam pracę, pieniądze, na co mi facet?” – często słyszy się, czyta się takie teksty. A ja wcale nie uważam, żeby to było takie super. Człowiek jest stworzony do życia w parze. Tak sądzę. Ale, oczywiście, nie musicie się ze mną zgadzać 🙂

Czy podświadomie, w marzeniach, snach nie szukamy, nie czekamy na kogoś fajnego, kto uzupełni bądź dopełni nasze życie? Nie jest tak? Bo moim zdaniem chyba tak.

Oczywiście, każdy z nas powinien też umieć żyć w pojedynkę. Nie wisieć na nikim jak ten bluszcz. Życie jest, o czym mawiał Forrest Gump, jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. Nie wiemy, co jest nam pisane, dlatego umiejętność bycia samemu jest potrzebna.

Ale świat jest piękniejszy, kiedy nie jesteśmy sami. O ileż więcej się chce, więcej tworzy, o ileż więcej, intensywniej się przeżywa… Dlatego każdemu życzę kogoś do pary. I najważniejsze, kiedy jest Ci źle, kiedy chcesz się komuś wypłakać lub wyżalić, albo po prostu najnormalniej an świecie chcesz się do kogoś TYLKO przytulić, to mając tą drugą połówkę możesz to zrobić bez skrępowania. Dobranoc. Anka

Zobacz także: