Piersi w restauracji
Jeśli sądzicie, że tekst będzie miał podteksty erotyczne, to się grubo mylicie 😛
Rzecz będzie o kobiecych KARMIĄCYCH piersiach. I w sumie nie tylko w restauracji. I w sumie nie tylko o piersiach:)
Kiedyś ciąża była stanem może nie wstydliwym, ale też i nie pokazywało się ostentacyjnie, że się w niej jest. Dominowały ciuszki-worki, niekształtne, zakrywające błogosławiony stan. A kiedy dziecko już przyszło na świat, pewne czynności wokół niego wykonywało się może nie ukradkiem, ale absolutnie bez ostentacji. Mam tu na myśli karmienie i przewijanie.
Dziś żyjemy w czasach, kiedy kobiety w ciąży okazują się być cały czas atrakcyjne i nie wstydzą się dużego brzuszka. I słusznie. Podkreślają je, eksponują, pokazują, że stan błogosławiony jest stanem pięknym. I słusznie. Pod warunkiem, że nie jest to nadmierna ostentacja czy manifestacja, bo za takimi nie przepadam. Oswajanie nas z naturalnością stanu odmiennego dotyczy też oswajania nas z naturalnością karmienia dzieciątka czy też jego przewijania w przeróżnych publicznych miejscach.
Owszem, kiedyś chyba każda karmiąca piersią miała problem, kiedy poza domem maluszek chciał jeść albo zrobił kupcię. Gdzie tu z nim pójść? Co z nim zrobić?
Teraz jest o wiele łatwiej. Jest wiele miejsc, gdzie matka może w spokoju przewinąć swoje maleństwo bądź je nakarmić. Mało tego, często mamy po prostu wyjmują pierś praktycznie gdziekolwiek i karmią dziecko. Podobnie z przewijaniem. Jest potrzeba, to się dziecko kładzie i przewija. Może nie byle gdzie, ale w miejscach niekoniecznie do tego stworzonych.
Tak, ja wiem. Nadal pomieszczeń, w których można by to zrobić, jest za mało. Jednakowoż apelowałabym o jakiś rozsądek i poszanowanie odczuć ludzi, którzy może niekoniecznie chcą patrzeć na cycuszki albo kupki.
Ja do pruderyjnych osób nie należę. Jestem otwartym człowiekiem, tolerancyjnym, ale gdyby mi w restauracji, w trakcie powiedzmy, obiadu, jakaś kobieta obok zaczęła przewijać dziecko, nie zdzierżyłabym. Z, jak to się mówi, całym szacunkiem dla matek i ich praw, nie życzyłabym sobie, żeby mi psuć jedzenie w ten sposób. Są pewne granice.
Tak samo nie chciałabym patrzeć w takiej sytuacji na matkę karmiącą piersią. Powiem więcej, drażni mnie widok kobiet, które karmią ostentacyjnie (coś za często chyba używam dziś tego słowa :). Po prostu siadają, „wywalają” pierś (wybaczcie, ale tak to wygląda) i karmią, bo już, bo trzeba, bo po co szukać jakiegoś intymniejszego miejsca, przecież karmienie jest taką naturalną czynnością. Ok, naturalną, ale może ludzie wokół nie chcą na to patrzeć? Nie chcą patrzeć na gołego cycucha? Może można nakarmić maleństwo, nieco się okrywając? Nie epatując golizną na prawo i lewo?
Zobacz także :
- Przystanek kolejowy
- Parafia Siemianice
- 
- Fantastyczna ja
- Ulica Miejska Siemianice
Mam dwoje dzieci. Karmienie i przewijanie były dla mnie zawsze czynnościami intymnymi. Po prostu. Nigdy nie wyobrażałam sobie, żeby pokazywać kupki czy siusiu moich synów ludziom „na mieście”, bo zwyczajnie uznawałam to za niesmaczne. Ok, nie karmiłam piersią (jedynie krótki epizod z pierworodnym), ale w życiu nie wystawiłabym swego ponętnego biustu ( ?!? ) na widok publiczny, karmiąc maluszka. Dlaczego? Bo w mordę, te piersi są moje, nie są butlą, nie są narzędziem/przedmiotem do karmienia. To jest coś szalenie prywatnego. I tyle – takie jest moje zdanie. Gdybym szła „w miasto” z niemowlęciem, to bym zwyczajnie wzięła ze sobą coś do zakrycia/okrycia, wiedząc, że jest duże prawdopodobieństwo, iż moje dziecko zechce jeść. Jaki to problem – chusta, szal, sweter – żeby ta intymna czynność karmienia nadal pozostała intymna?
Myślę sobie, że takie przewijanie czy karmienie na pokaz to być może jakaś moda. Tak jak modą jest pokazywanie gołych ciążowych brzuszków czy oblekanie ich w jak najobciślejsze stroje (pal licho wygodę…). Może to jakaś forma odreagowania tego, że przez wiele lat ciąża i macierzyństwo były stanem w jakimś stopniu wstydliwym i na pewno nie sexy 🙂
Tak jak mówiłam wcześniej, rozumiem, że pewne czynności trzeba czasem wykonać w miejscach niekoniecznie do tego stworzonych. Jednak w epatowaniu nimi przed ludźmi nie ma nic pięknego. Wręcz przeciwnie. Tak uważam. Są pewnie ludzie, którzy mają na ten temat odmienne zdanie, jednakże zanim się wystawi pierś albo brudną pieluchę, powinno się pomyśleć o osobach takich jak ja. Szacunek należy się wszystkim
Mam nadzieję, że też tak myślicie – dobranoc 🙂
***
W zeszłym roku bardzo źle czułam się w swojej pracy. Przestała mi sprawiać satysfakcję. Postanowiłam więc, że albo ją zmienię na inną, albo wpłynę na nią „od wewnątrz” tak, by znów poczuć się dobrze.
To się udało. Jestem w pierwszej lidze i znów fajnie jest… uczyć. Odbyło się to sporym kosztem, ale liczę, że było warto Ze mną jest tak, że więdnę, jeśli się nie dostrzega tego, co robię. Potrzebuję marchewki. Kij źle na mnie działa. Nie umiem działać w szarości, nicości, przeciętniactwie. Muszę być lepsza. Ale nie na siłę. Ja po prostu mam talent w tym, co robię Cha, cha, to brzmi nieskromnie, wiem, ale własną wartość trzeba znać Jednak przekonanie, że swoją pracę wykonuję naprawdę dobrze, mi nie wystarcza. Mam zwyczaj przeglądać się w oczach innych. Potrzebuję więc, by moją wartość dostrzegł ktoś jeszcze. Docenił, uszanował, wyróżnił. Ciekawe, co by na to powiedział jakiś psycholog? To nie jest tak, że jak nikt niczego nie widzi czy nie docenia, to pracuję źle. Oczywiście, że nie. Jednak, by poczuć spełnienie, totalna satysfakcję, ta pozytywna reakcja drugiej strony jest mi niezwykle potrzebna
Moje drugie postanowienie dotyczyło życia osobistego. Żeby zaczęło wreszcie wyglądać tak, jak tego pragnę i za czym tęsknię… I to, niestety, nie udało się Wkrótce zacznę nowy rozdział w swoim życiu – sama. Bez człowieka, który miał być moją drugą połówką. Cóż, tak bywa. Rozstania są wpisane w nasze życie. Już się z tym oswoiłam. Liczę, że nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre
Przy okazji rozmyślań nad własnym życie, kalkulowaniem, co warto, co powinnam, co należy, doszłam do wniosku, że mimo wszystko lepiej działać, ryzykować, podejmować odważne decyzje, nawet jeśli okażą się nietrafione. Lepiej zrobić, niż żałować, że się nie zrobiło
Podejmowanie różnorakich decyzji wiąże się też z tym, że niekiedy się ich później żałuje. Ja obecnie też właśnie jestem na etapie, kiedy sobie myślę: ach, mogłam zadziałać szybciej… tego czy tamtego mogłam nie zrobić… może byłoby lepiej? To chyba jednak, jak podpowiada mi życie, chwilowe. Nie ma co wylewać łez, nie ma co się zamartwiać… Każda decyzja może w efekcie doprowadzić do czegoś dobrego. Trzeba próbować. Błądzić jest rzeczą ludzką.
Gdzieś tam w środku kryje się we mnie drobinka ekscytacji. Tak jakbym nie mogła się doczekać tego nowego rozdziału… bo może, w efekcie tej bolesnej decyzji, odnajdę wreszcie szczęście?
I tego życzę Wam w Nowym Roku – SZCZĘŚCIA
P.S. Jakby nie spojrzeć, 50% noworocznych postanowień udało mi się spełnić To dużo czy mało? Na następny rok zrobię kolejne.