Magda niedawno skończyła studia medyczne i staż w szpitalu. Urodziła też dziecko. Nie było planowane. Ot, klasyczna wpadka. Rodzice zaoferowali jej wsparcie i pomoc. Partner się ucieszył. Zaczęli snuć plany na przyszłość. Niestety, Magda nieco inne niż Tomek.
Ona chciała jak najszybci;ej wrócić do pracy, żeby robić wymarzoną specjalizację – ginekologię. Urlop macierzyński, jaki jej przysługiwał, uznała za długi. Tomek uważał, że Magda powinna skorzystać z całego urlopu, a specjalizację zrobić później. Dziewczyna czuła się niezrozumiana, zarzucała partnerowi, że jej nie rozumie, nie dba o jej potrzeby.
Młodzi mieszkali razem w wynajmowanym mieszkaniu. Tomek po krótkim urlopie tacierzyńskim wrócił do pracy w szpitalu. Magda zajmowała się malutkim synkiem. Kiedy tylko Tomek miał przerwę w pracy lub ją skończył, wracał szybko do domu i zajmował się dzieckiem. Magda bardzo dbała, żeby oboje, w takim samym stopniu wychowywali chłopczyka. Nawet kiedy ukochany wracał do domu późnym wieczorem, czekała na niego z kąpielą i usypianiem, bo uważała, że ojciec ma taki sam obowiązek zajmowania się dzieckiem jak matka. Tomek zaczął być potwornie zmęczony i niewyspany, bo w nocy razem z Magdą wstawali do małego, bez względu na to, czy rano musiał wstać do pracy, czy nie. Pewnego razu, po nieprzespanej nocy zaspał i nie stawił się na czas na ważnym zabiegu. Dostał niezłą reprymendę. Jakby nie było – zasłużenie. Co kogo w pracy obchodzą jego prywatne sprawy. Kiedy wrócił do domu, był nieźle wkurzony. Powiedział Magdzie, że dłużej tak nie może być, bo on nie daje rady pracować. Ona musi wziąć na siebie większość obowiązków związanych z dzieckiem. Magda też się zdenerwowała. Mówiła, że oboje są rodzicami, nie tylko ona.
Niedługo powrócił temat jej pracy. W jej ukochanym szpitalu nie było miejsc na specjalizację, która interesowała Magdę. Tomek stwierdził, że przecież to nie szkodzi. Może w tym czasie być tylko mamą i poczekać, aż będą miejsca. Magda wzburzona stwierdziła, że nie zamierza tylko zajmować się dzieckiem, chce pracować i już. Nie będzie czekać, poszuka pracy gdzie indziej.
To, co mnie uderzyło w tej historii, to po pierwsze podejście kobiety do równouprawnienia. A dokładniej, mamy dziecko, to teraz będziemy równiutko dzielić się obowiązkami. Ja podaję obiad, ty kąpiesz. Ja przewijam, ty usypiasz. I nie ma odstępstw, musi być równo, do cholery, bo kobieta ma takie same prawa i obowiązki jak mężczyzna.
Zobacz także:
- bloganki
-
- Parafia Siemianice
- Park pod Brzozami
- Victoria Park
Dla mnie to maksymalna fikcja i kretyństwo.
Jeśli kobieta jest na urlopie macierzyńskim, a mężczyzna pracuje całymi dniami, to, z całym szacunkiem, ale niech ta babka się ogarnie i przejmie większość obowiązków związanych z rodzicielstwem. Nic się jej nie stanie. O większej „równości” możemy pogadać, jak oboje rodzice pracują. I to w podobnym wymiarze. Wtedy ok, trudno, żeby kobitka brała na siebie wszystko, co związane z domem. Denerwuje mnie takie podejście do równouprawnienia, bo ono w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, żeby dokopać facetom, żeby chyba im pokazać, że teraz to my rządzimy. Wcale nie musi być po równo. Musi być dobrze. Dla dziecka, dla jego rodziców. Teraz jest modne, żeby ojciec angażował się w wychowanie pociechy w jak największym stopniu. Ok, piękna idea. Ale nie można ślepo podążać za jakąkolwiek ideą 🙂 Angażujmy się w rodzicielstwo na miarę własnych możliwości. Jeśli tata wraca z pracy po godzinie 19 czy 20, to może niekoniecznie będzie miał siłę na kąpanie i usypianie dzieciątka? Trzeba się z tym liczyć i to uszanować. Jeśli codziennie wstaje raniutko do pracy, to może dobrze byłoby go zwolnić ze wstawania do dziecka w nocy? Skoro mama jest w domu i do pracy nie wychodzi?
Po drugie, szybki powrót do pracy. Jak trzeba, to trzeba. Ale jeśli nie, to może warto z tym dzieckiem trochę w domu posiedzieć? Urlop macierzyński trwa teraz chyba ok. 12 miesięcy? Sorry, nie jestem już w temacie 🙂 Co to jest 12 miesięcy? Nic. A z drugiej strony to najważniejszy rok w życiu dziecka. Skoro je urodziłyśmy, to może odpowiedzialnie poświęćmy mu teraz trochę czasu, co?
Oczywiście, wyobrażam sobie, zresztą nawet wiem, że są sytuacje, kiedy kobieta musi wrócić szybko do pracy (brak pieniędzy, rozmaite problemy…). Ok. Ale Magda na przykład nie musiała. Miała wsparcie, pomoc, pieniądze. A jednak postanowiła skrócić urlop. Staram się jej nie oceniać, ale to trudne, powiem Wam. Wkurzam się. Bo nie zawali się świat, jeśli zacznie specjalizację później. A dodatkowe miesiące spędzone z synkiem na pewno zaprocentują.
Coś o tym wiem, bo po urodzeniu pierwszego dziecka prędko wróciłam do pracy. Siła wyższa. Byłam z nim sama, bez alimentów. Kiedy skończył mi się urlop macierzyński (wtedy 6 miesięcy), natychmiast pojawiłam się w szkole. Po urodzeniu drugiego dziecka miałam niesamowity komfort i skorzystałam nie tylko z urlopu macierzyńskiego, ale i wychowawczego. Mogłam sobie na to pozwolić. Owszem, ostatni-trzeci rok urlopu wychowawczego trochę już mnie nudził. Brakowało mi aktywności zawodowej. Jednak uważam, że to była dobra decyzja. Nie żałuję. Szkoda, że nie mogłam tego dać starszemu synowi. Widzę po młodszym, jak wiele stracił jego brat. Takie są fakty.
Mam nieodparte wrażenie, że kobiety teraz coraz bardziej zapędzają się w swojej wolności, w swojej równości 🙂 Jasne – szczęśliwa mama – szczęśliwe dziecię, tatarata i takie tam… Jednak bez przesady. Bez przesady. Żeby była jasność: żadna ze mnie matka-Polka. Mam swoje pasje i czas tylko dla siebie, do których moje dzieci nie mają wstępu. Uwielbiam pracę zawodową. Jestem kreatywna, energiczna i w ogóle super 🙂 Serio. Nie wiem nawet, czy nie lepszy ze mnie pracownik niż mama. Serio. Jednakowoż, jak widzicie, mam swoje przemyślenia. Trochę martwi mnie droga, którą podąża współczesna kobieta. Jakaś mało kobieca ta droga.